Słowackie granie w Penati

Data publikacji: 19.10.2016

Podczas gdy w połowie października nasi juniorzy, okutani w zimowe kurtki i grube czapy, rozgrywali mistrzostwa na Lisiej Polanie, nasza kilkuosobowa ekipa grała sobie beztrosko na słoneczku w Penati Golf Resort. Życie nie jest sprawiedliwe i młodzi muszą się o tym jak najszybciej dowiedzieć. Na dobrą sprawę nikt nie wie, jak to się stało, że rzeczywistość okazała się tak bardzo lepsza od prognoz pogody. W porywach temperatura zbliżała się do 18’C, a lunch między rundami spokojnie jedliśmy na tarasie domku klubowego. Najwyraźniej Mikołaj potrafi załatwić nie tylko – jak sam kiedyś powiedział – „w huk dobrego golfa”, ale i dobrą pogodę. Nasz treningowo-towarzyski wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę. Na pewno tam wrócimy i zachęcamy pozostałych klubowiczów.

 

Dojazd

Do Penati Golf Resort jedzie się z Warszawy nieco ponad 6 godzin. Prawie cały czas autostradami lub drogami szybkiego ruchu. Jeżeli mamy w planie co najmniej 3 dni golfa – jak w naszym przypadku – to naprawdę trasa jest tego warta i nie przesadnie męcząca.

 

Pola

Penati oferuje dwa doskonałe 18-dołkowe pola, położone tuż obok siebie. Legend Course, zaprojektowane przez Jacka Nicklausa, to pole od którego zaczęliśmy. Drugie z nich – Heritage Course – okazało się jeszcze doskonalsze. Oba mają zbliżoną charakterystykę. Nawet zdarzają się na nich dość podobnie zaprojektowane dołki. Heritage jednak urzekło nas wyjątkowo szybkimi greenami. Mikołaj twierdzi, że musiały być nawet szybsze niż 9 (stóp), który to pomiar pokazywano na tablicach informacyjnych. Większość z nas chyba nie grała nigdy na takich szybkich greenach, więc musieliśmy się nauczyć całkiem innego puttowania.

Graliśmy całkowicie z buta, co oznacza, że oba pola są całkiem „przechadzalne”. Dawaliśmy radę spokojnie zagrać 1,5 rundy dziennie, a gdyby przyjechać w bardziej letniej porze roku, gdy dzień dłuższy, to zagranie dwóch pól w ciągu dnia jest całkiem łatwo wyobrażalne.

Na większości dołków jest jakiś las dookoła. W większość iglasty, więc nie ma takiego problemu, jak np. w Rajszewie, gdzie jesienią liście tworzą dywan i nie tylko przeszkadzają na greenach, ale też utrudniają szukanie piłki poza fairwayem.

A skoro o szukaniu mowa, to Penati bynajmniej nie pożera piłek. Jest kilka dołków z wodą, rzecz jasna, ale bez przesady. Las również wybacza. Po większości krzywych zagrań byliśmy w stanie odnajdować piłkę i wracać na fairway.

 

Domek klubowy i infrastruktura

Penati jest obiektem z wysokiej półki. Bardzo ładny domek klubowy, elegancko przygotowane ścieżki między dołkami, duże greeny treningowe – to wszystko rzuca się w oczy od samego wjazdu. Już w trakcie gry można cieszyć oko także ładnie obudowanymi drewnem przeszkodami wodnymi.

 

_IMG_1544

 

Mieszkaliśmy na terenie ośrodka w wynajętym domku, który w całości był do naszej dyspozycji. Kilka oddzielnych pokojów zapewniało komfort i intymność. Jednocześnie do wspólnego użytku mieliśmy ogromny salon z kuchnią. Na śniadania i kolacje siadaliśmy wszyscy razem przy długim stole, który zapewniał integrację. Wszystko bardzo gustowne urządzone.

 

_FullSizeRender

 

Między rundami jedliśmy w domku klubowym. Bramboračka (czyli kartoflanka) miała tak bogatą wkładkę mięsną, że białogłowy o słabszych nerwach omdlewały na widok zawartości talerza. Wystarczało jednak zjeść zupę i strzelić piwko, aby odbudować siły po pierwszej osiemnastce i być gotowym do dalszej walki.

Dość często też można spotkać meleksy z cateringiem, jeżdżące po polu.

 

Pal sześć! (tj. PAR 6)

Dołek 15 na polu Legend to najdłuższy dołek w Europie. Jego maksymalna długość to 716 metrów. Przygotowano na nim aż 11 platform startowych tee. Część z nich – na końcu pola – przeznaczona jest do rozgrywania tego dołka jako PAR 6, a część – nieco bliżej – oferuje granie go jako PAR 5. Naprawdę jest gdzie się rozpędzić na tym dołku.

Fantastyczny jest również ostatni dołek, oferujący finisz na wyspie, tuż przed oczami siedzących na tarasie domku klubowego widzów.

Tak wygląda jego początek:

_IMG_1547

A tak – koniec:

_IMG_1549

 

Z kolei na polu Heritage wyróżnia się dołek 9. Jest to PAR 5, który biegnie półkolem dookoła jeziora. Tee na cyplu wciętym w taflę jeziora, a green, hen po drugiej stronie. Każdy strzał należy oddawać po cięciwie, przelatując trochę nad wodą. Bardzo trudno wymierzyć odległości i ustalić, ile wody ścinać i gdzie lądować. Bardzo ciekawe i rzadkie wyzwanie geometryczne, które można rozwiązywać na nieskończenie wiele sposobów. Tu nie ma gry „byle do przodu i jakoś to będzie”. Mikołaj jednak zadecydował w piątek, że właśnie zagra „do przodu”. Tylko ten jego przód okazał się inny niż wszystkich. Stanął bokiem do znaczników tee i wycelował… prosto na flagę przez całe jezioro. Akurat fajnie wiało tego dnia, więc ryzyko było nawet uzasadnione. Wyszedł strzał godny PGA. Skleił idealnie, przeleciał nad wodą 280 metrów i wylądował na początku greenu. Przepisowe dwa putty i mogliśmy z rozdziawionymi gębami podziwiać eagle’a. Obrazek poglądowy w załączeniu poniżej:

 

_IMG_1552

 

Mikołaj jednak bynajmniej nie koncentrował się na swojej grze. Ćwiczyliśmy pod jego okiem różne elementy taktyki i techniki, takie jak: ustawianie się na cel, dobór bezpiecznego (komfortowego) kija, powrót z lasu na fairway, precyzyjne chipowanie czy używanie puttera spoza greenu, a także oczywiście szybka gra na polu. W efekcie mieliśmy sporo frajdy, zdarzyły się bardzo dobre wyniki i tylko szkoda, że powrót do Polski zderzył nas z bardzo jesienną już pogodą. Penati – niby blisko – ale leży ewidentnie w jakiejś innej strefie klimatycznej!

 

_IMG_1542

 

_IMG_1545

 

BHP

Na koniec mała przestroga i lekcja. Nie chowaj się za drzewem, które jest cieńsze od ciebie 🙂

Chcieliśmy któregoś razu przepuścić szybciej grających i elegancko zeszliśmy z greenu na dołku PAR 3, zostawiając tam nasze piłki, aby dwaj oczekujący na tee zawodnicy mogli szybko oddać swoje uderzenia. Zamierzaliśmy potem wrócić na green i dokończyć puttowanie. Zwykle tak się robi, żeby przyspieszyć grę na dołkach PAR 3, ale… koło greenu był rachityczny lasek złożony z cieniutkich, młodych drzewek. Ukrycie się za nimi było raczej mizerną osłoną. Jednemu z zawodników piłka ewidentnie zeszła, i trafił do lasku, a konkretnie – Kasię w rękę. Dobrze że tylko w rękę. Okłady z zimnych putterów trochę pomogły, ale… różnie mogło się skończyć. Tak więc – jeśli się chowamy, to chowajmy się NAPRAWDĘ i w całości, choćby za wózek.

 

Red.
(screen – z aplikacji FunGolf GPS)

 

 

Aby dodawać i oglądać komentarze zaloguj się

« wstecz

Liga Turniejowa 2024

Mężczyźni

PozycjaNazwisko i imięRundyPunkty
1Zientkowski Tomasz141
2Sosnowski Krzysztof137
3Skoblewski Paweł134

Kobiety

PozycjaNazwisko i imięRundyPunkty
1O'Higgins Elina133

zobacz więcej »

Polski Związek Golfa Golf Parks Poland

FaceBook